“Bo my, artyści, mamy kicia wyjebane”

***
Ktoś powiedział mi parę żyć temu
„twoje wiersze są o niczym”
a o czym miałyby być?
co tak szczególnego się dzieje?
kto tak szczególny się rodzi?
jaki temat nie schodzi
z bladego ekranu gazet i TV?
jeżeli dla kogoś „o niczym”
oznacza już „puls istnienia”, to dziękuję za komplement.

***
Z drugiej strony, pozdrawiają serdecznie
ocalone dłonie koneserów
rzucone wcześniej w bop
i czarno-białe filmy, teraz zapuszczają brody
i święcą się na proroków
beatu
świętych kanonicznych
aptek
tak, to modne w tym sezonie – polecają się
żurnale i ulotki zostawiane
pod drzwiami, wsuwane pod próg religijne uniesienia, dostarczane cyfrowo flesze
z drugiej strony, tak, z drugiej strony, pozdrawiają serdecznie odmłodzone monstra, przyklejone do warg gąbczaste kreatury, apostołowie bezrobotnych
pokoleń
kto zje z nami?
przepraszamy,
to nie nasza stylizacja
a, i Jezus opuścił budynek.

***
Z Krakowian czyta tylko
Sztaudyngera?
Trafiło ci się, kicia,
na frajera!

***
Izolować
Inwigilować
Wprowadzać
Wyprowadzać
Z biegiem lat nauczycie się tego i paru innych, najpotrzebniejszych rzeczy.
Siedząca praca to straszna męczarnia w upalne dni.
Figura wojskowa podtrzymuje niebiosa.
Ekspert stwierdza – dobry rocznik, zaprawdę smakowite.
Musisz go poznać, by nie zginąć w tej branży.
Biurokracja obrzezania.
Kandytat na snajpera otwiera okno z hukiem – oj,źle – niedobrze, niedobrze…
Ludzie są wyznacznikiem regionu, pamiętaj:
Inwigilować.
Myśl jest jak mleko dolane do kawy. A ty jesteś kawą.
Nie poznasz się na ulicy, łuczniku.
Brukowce nic ci nie powiedzą:
„obywatel K. został zamordowany wczoraj wieczorem w wyjątkowo brutalny sposób. Otóż sprawcy…”
„pani E. urodziła szóste dziecko i ma się dobrze…”
Spaliłeś zdjęcia?
Daj mi popioły, natychmiast – białą kliszę i coś do popicia.
Spóźniłem się na tramwaj.

***
Jest druga
wypaliłem już wszystkie skręty
ślad nie został po koktajlowym zespole
w głośnikach wciąż pada deszcz
i kojot drży na wietrze
zupełnie jak w japońskiej
powieści
jemy winogrona, tańczymy w piasku
piszemy papierowe listy
i nic nie jest japońskie
winyl trzeszczy, to prawie jak
kominek
i wino się nigdy nie kończy
zaśpiewamy jeszcze kilka niemieckich piosenek
zadzwonię do wydawcy
zerżnę cię dwa razy
zapalę papierosa
a potem pójdziemy na tacos

*** (Peace go with you, Gil Scott-Heron)

Spóźniłem się na pociąg – towarowy odjeżdżał o drugiej – zabrał mnie na peryferie stert gołębi – zimnych, stalowych, spadały z nieba – obce gramatyki wlewały się uchem ścian i kaloryferów – nasłuchując oznak życia wśród resztek kłamstw i rezolucji, oddechu getta wśród klinicznie mankamentnych obietnic
białasa na księżycu, pluskiew w Białym Domu, tajemnych języków arabskiej muzyki
z pokoju obok.

Nowy biały poeta, poprawił płaszcz, przeszedł się nową czarną ulicą, i buty stały się białe, wódka czerstwa, chleb jutrzejszy – szron etykiety i kleru.

W twarzy zobaczył zero, a w lustrze swoje marne kochanki, których nawet wspomnienie sprowadza Deszcz.

Postawił kropkę znów nietamgdzietrzeba, odwodnił wątrobę i przespał się z popielniczką na łóżku wodnym Diany.

Nowy Czarny Poeta milczał dość długo.
Mam nadzieję, że mi uda się pomilczeć
nieco dłużej.

Z góry dziękuję,
Adam Jan Kaufmann