The Brutalist Rock trilogy.

W 2015 roku byłem po wydaniu drugiej płyty fizycznej, “Stoned Gypsy Wanderer”, i gotów do nowych odkryć i poszukiwań. Zafascynował mnie dub, architektura brutalistyczna, pulp art, a także zaliczyłem powrót do metalu, który tak lubiłem jako nastolatek. Poznałem też osobiście muzyków Amon Duul II. Zaowocowało to stosunkowo nierównym albumem “Hall of the Menthol Chill”, który jednak okazał się świetnym punktem wyjścia do dalszych eksperymentów Sauer Adler (po rozstaniu się z Radu Rusanu) jak i solowych wyczynów. Pochodzące z tego albumu kawałki “SO36”, “Speak About Your Love”, czy “Western Joint” stały się zarzewiem brutalistycznego rocka (brutalist rock), który nazwałem tak w hołdzie wrocławskim sedesowcom, których zdjęcie zdobiło wówczas ekran mojej maszyny nagrywającej, ale także w hołdzie estetyce, którą uznałem za nową, będącej połączeniem klasycznego metalu, noise (nie noise rocka), psychedelii, kraut/space rocka, dubu, art punka, i hard’n’heavy spod znaku Budgie, Black Sabbath, czy Uriah Heep. Odarte to wszystko jednak zostało do “gołego betonu”, i ustawione jako sztuka na wąsatym piedestale riffu. Wszystko nagrywane live w jednym take’u do nieomylnych automatów. “Hall of the Menthol Chill” mimo rewelacyjnej okładki Justina Jackleya, popapranej muzyki i maniakalnego wysyłania płyty do recenzentów przez moją ówczesną partnerkę nie doczekał się jednak uznania. Po pierwsze – jest to płyta z nikąd, po drugie – dla nikogo, po trzecie – do nikąd. Koncepcja brutalistycznego rocka jednak wciąż kotłowała się w mojej głowie, i ostatecznie w roku 2016 ukształtował się końcowy “styl” brutalist rock. Jeszcze bardziej prymitywny, “odarty”, tępy i hałaśliwy, przy totalnym uproszczeniu warstwy lirycznej i pozwalaniu sobie na wolne żarty z słuchacza. Powstały trzy płyty, “Hard Rock Zen”, “Sacrament of Confirmation” (obie 2016) i “Metal Arcade” (2017) – ta ostatnia to ostatnia płyta brutalistyczna w mojej undergroundowej “karierze”. Znudziłem się, i na rok 2018 szukam już czegoś nowego. Pomagać będzie mi Olaf King, znany skądinąd pod innymi nazwiskami. A tymczasem, czekając na rezultaty nowego brzmienia, po raz trzeci w mojej “karierze” z producentem z zewnątrz, polecam zapoznanie się z tytułową trylogią brutalistycznego rocka – The Brutalist Rock trilogy. Jestem z niej dumny, i podpisuję się pod nią także nogami. A dla kogo liczy się tylko “Second Hand Man”, czy “Stoned Gypsy Wanderer”, tego przepraszam – ale utknął w głębokiej dupie mojej artystycznej przeszłości.


Advertisements