Bright Galore

*obecnie “Bright Galore” to zbiór akustycznych piosenek, ale pamiętniczek na tyle mnie urzeka (stan na 2017), że niech sobie będzie, a płytę pod adresem poniższym zakupić można, nawet jeśli prawie całkiem inną.

foldersm
Z małego notatnika, który noszę na piersi.

“Nie mylcie poezji z palcem…”

“Some of us return no more
To the days’ bright galore”
(from “The Night Has Come”, “Second Hand Man”, 2011)

rewind 2003, baby>>>

W mrocznych niebiosach zapałczanego świtu, gdzieś na polu buraków, gumowy strach na wróble zapłakał żelaznymi krukami. Beknął, westchnął i zaklął “Oj, pora grać” Graj, grajku, graj! I tak Ci nie zapłacą, ale pięknie Cię sprzedadzą! Wow. Such psychedelic.

“Cemetery Rose” to jedna z pierwszych piosenek napisanych przeze mnie nie na podstawie riffu gitarowego, czy bassowego, ale, o zgrozo, wokół melodii wokalu! Akompaniament składa się natomiast z 3 najładniejszych rockowych akordów: D, C i G. Są śliczne i futrzane. Myślę, że można by je nawet pogłaskać, a one pomerdałyby ogonem. Tekstowo jest to dwuwarstwowe ciastko czekoladowe z galaretką, z tym, że galaretka została już wyjedzona przez cztery śliczne chórzystki lokalnego Koła Pastewnych Katoliczek. Panienki wzięły co najlepsze, a mi pozostało wyprowadzanie D, C i G na spacer, co niniejszym czynię, po 12 latach! Miodzio.

rewind 2007>>>

Przecież Wy jesteście pedały, stuprocentowe cioty, wazeliniarskie dupowłazy. “Zgadza się proszę pana. I przyszliśmy tu, bo kręcą nas uniformy”. Nie nadajecie się do armii! Armia nie potrzebuje poetów i pedałów! “Zgadza się proszę pana, armia potrzebuje kochanków.” W tle radio nadaje piosenkę Queen “I Want To Break Free”, generał z wąsem tańczy z odkurzaczem śliniąc się do swojego pudelka.

“Army of Lovers” to piosenka tekstowo pacyfistyczna, lewacka, nieco homoseksualna, ale przede wszystkim humanistyczna, humanitarna i, ludzka. Jest też jednak drugie dno! Kto zna historię, ten wie, do czego odnosi się tytuł. Ja nigdy nie zapomnę swojego wojskowego epizodu, w którym to okazało się, że poeta i fan free jazzu średnio pasuje do armii. Jako mały chłopiec, i wnuk Żołnierza z krwi i kości zawsze chciałem być żołnierzem – oczywiście, dzięki temu epizodowi ochota na to mi przeszła, ale troszkę szkoda, eks-narzeczona uważała że cudownie wyglądam w mundurze. C’est la vie! Inna sprawa, że kochankowie nieważne jakiej orientacji wygrają z każdym batalionem, na każdym polu bitwy.

rewind 2006>>>

Byłem zbyt zmęczony, żeby głosować, więc poszedłem na randkę. Ona beżowy kostium i zielony top. Ja beżowy garnitur i zielona koszula. Ładnie wyglądałoby to na wystawie sklepowej, w teatrze też wyglądało nieźle. I nawet aktor pomachał w naszą stronę. Tyle, że w życiu, jak to w filmie, a w filmie, jak w teatrze, tylko jeden bohater może nosić beż. I robić sobie oczy na zielono. I to jestem ja.  Przepraszam, maleńka.

Kiedy byłem młodszy, dużo młodszy niż teraz… uganiałem się za aktorkami i pisałem rzeczy w stylu “Moving Pictures of a City”. No, może nie dużo młodszy, odrobinkę. To znaczy, było to wtedy kiedy jeszcze chciało mi się kochać – powiem szczerze, że teraz wystarczy mi cygaretka i filiżanka kawy. Piosenka ta w każdym razie to podróż sentymentalna do Poznania sprzed 9 lat, którego, o zgrozo!, już nie ma – mawiał tak mój dziadek, ale na takie zmiany potrzeba było więcej czasu. A teraz kto pamięta Kino Bałtyk? Ale zaraz, to nie w nim były pokazy meksykańskiego kina sci-fi… gdzież to mogło być? I kiedy? Orwellowska pętla ogłoszeń!

rewind 2014>>>

Robiłem rzeczy, o których nie napisze żadna gazeta, bo się nie odważy. Romansowałem tak i z tak cudnymi kobietami, że żaden dziennikarz w to nie uwierzy. Byłem w każdej instytucji na tej planecie poza trumną. O tym też nie napisali. Ale gdzieś jakaś obca forma życia splunęła, powiedziała, “Ty, gościu! Masz 25 lat! Śpiewaj młodzieńczo, ale ma być blues!” Ja na to, moja dusza ma 90-tkę i boi się jej zabrać śmierć. Ona się tylko roześmiała, “W mojej galaktyce byłbyś płodem”. Tańczącym płodem. W jasnym przepychu dnia. Widzicie, możni tego świata, wasze koszmary to dla mnie dopiero kołyska.

“Bright Galore”, który to numer dał tytuł całemu zbiorkowi piosenek, to pierwszy prawdziwie amerykański kawałek, przesiąknięty teksańskim powietrzem i wizualizacjami tamtejszego życia przefiltrowanymi przez polski surrealizm. Fraza “bright galore” padła po raz pierwszy w piosence “The Night Has Come” z mojego debiutu “Second Hand Man” (2011).  Oddycham pustynią i podejrzanym barowym tlenem, sączącym się powoli z wentylatora, gęstym potem poprzednich badaczy. Sceny. Kultury. Życia. Bla bla bla.

Lepiej kupcie sobie płytę:
http://ajkaufmann.bandcamp.com/album/bright-galore