Psych Me Noir

coverRuszają prace nad kolejnym albumem, zatytułowanym “Psych Me Noir”. Jego okładka po lewej.

Mottem sesji słowa: “We have impediments on everything.”

Czy to będzie “psych noir”? Nie wiem. Ostatnim razem, kiedy zamierzałem popełnić leciutki gitarowo-wokalny materiał, okazało się, że herbatkę z grzybków pijam trzy razy dziennie i nic “normalnego” nigdy nie spłodzę, choćbym nie wiem jak bardzo chciał. Więc, nieco przewrotnie, niech sobie tytuł “Psych Me Noir” pofunkcjonuje troszkę. A nuż tym razem, wbrew tym słowom, powstanie materiał leciutki jak pierdnięcie motylka. Na co, potajemnie, liczę.

Proszę zapoznać się z “The Tramp and the Fiend” tutaj:

W tej chwili pracuję nad trzema kolejnymi piosenkami o tak cudnych tytułach jak “The Altar”, “Strangers Again”, i “Mescaline Mademoiselle”.

5/4/2015
Wielkanocna sesja. W nocy słuchałem jakiejś fińskiej psychedelii z CD-rowego składaka. Tytułów więc nie będzie. Potem krótka piłka. Robiąc “Gypsy” myślałem, że mam wyj*bane na wokale. Myliłem się – teraz mam.  Do tego postanowienie wielkanocne jest takie, żeby tą płytę mimo elektronicznych zabawek mocno zlofizować, wbrew pierwotnemu założeniu. A więc nagrania powyżej, mające robić za dema/szkice, są już jednak nagraniami finalnymi. Nie jestem Electric Lady Studios, jestem Amaranth House. Do tego “śmierć dema” ogłoszono już wieki temu. A ja lubię surowo i brudno, na takich dźwiękach się wychowałem. Sesje sponsorują kabaretki i jajecznica z papryczkami chili.

8/4/2015
Moda moda.  Tak się jakoś dziś złożyło, że przypominałem sobie kapele, które dla polskiego nastolatka circa początek 21 wieku były kultowe. Iron Butterfly, Blue Cheer, Grand Funk i Vanilla Fudge gościły w moim odtwarzaczu, ze swoimi kultowymi albumami, po jednym na skład. Były kultowe, bo były na tyle “dziwne” i “inne”, że żaden z moich rówieśników tego nie słuchał. I świetnie pasowały do dymka. Jest to o tyle zabawne, że po lekturze tych płyt zabrałem się za pioseneczkę o niczym, którą można sobie tutaj posłuchać. Może tak dla kontrastu, a i tak udało mi się przemycić dość dziwne solo gitarowe. Na koniec wieczoru delektowałem się “The Man Who Sold the World” Davida Bowie. Wokal w “The Supermen” to mistrzostwo świata, nie to co ten. Trudno!

8/4/2015 – 9:07
Niespodziewana poranna sesja zaowocowała mocno przyfuzzowanym “Twilight in Our Hearts”, które już jest po krótko-piłkowym miksie i czeka grzecznie na półeczce z napisem “Psych Me Noir”. Myślę, że katalizatorem jest “Spirit in the Sky” w tym wypadku. Fuzz w tym nagraniu jest cudowny, a ja starałem znaleźć się nieco bardziej brutalny, pozwoliłem sobie też zmasakrować automat perkusyjny. Pora wrócić do trzech rozgrzebanych piosenek, a potem chwila odpoczynku z jakąś sympatyczną płytą i winkiem.

10/4/2015
SDC12047smUdało się! “Mescaline Mademoiselle” ukończona gitarą i podbita ledwo wyczuwalnym dubem, gotowa do drogi. Czyli 4 piosenki gotowe. W weekend akustyczna sesja “Strangers Again” i “Avatar Fatala”, jako że elektroniczną wersję “Strangers” odrzuciłem jako zbyt plastikową i nieprzystającą do tekstu (napisanego w Berlińskim Zehlendorfie wieki temu…). Na ukończeniu też wspomniany już “The Altar”, potrzebuję wokal i solo. Zaczyna robić się ciekawie, ale będę potrzebował więcej fuzzu i brudów, nad czym pewnie skupię się po pracowitym weekendzie. Oprócz nagrań “Psych Me Noir” zajmuję się też tomikiem “Death Knocks Twice: The Journeys of Dean Reed”, nad którym pracuję z moim długoletnim przyjacielem, współpracownikiem, wydawcą (także płyty “Stoned Gypsy Wanderer”) i poetą, Billem Shute.  Myślę też nad włączeniem w program tej płyty starego instrumentalnego dziwadła, które odkopałem ostatnio w archiwach – może uda się je dopieścić. Myślałem, że 2014 rok był pracowity, ale to samo myślałem o 2013 zanim kolejny się zaczął – i chciałem w 2015 odpocząć, ale podobno jak się wchodzi w Nowy Rok, tak będzie on wyglądał. Z tego co pamiętam, 1 stycznia 2015 około 5:00 nagrywałem coś nowego. Ale to – w sumie – nic nowego.

13/4/2015
Akustyczna sesja za mną, i wszystko co zaplanowane – nagrane. Udało się też odświeżyć uroczo popaprany instrumental sprzed lat, doczekał się nawet tytułu: “Sun Dressed Up as the Moon” – i w repertuar albumu na 100% wejdzie. “The Altar” ma już wokal i solo. Czuję się trochę jak pracownik przy taśmie fabrycznej, więc chyba pora troszkę przystopować – w końcu nie jestem “Die Mensch-Maschine”. Jeszcze.

15/4/2015
Płyta jest już dostępna na, poszło szybko.
http://ajkaufmann.bandcamp.com/album/psych-me-noir