Stoned Gypsy Wanderer

“Malowanie obrazów nocami po kwasie.”
stoned-gypsy-wanderer_small
6 lipca 2014. BERGER.

“He knew the score was loser’s pay
And lucky times won’t last a day
Eternal sidewalks guide his soul
To realms beyond the hands of law
And fear was nothing in his mind
For fountains sprang from hands untied
Until they made him trip the van
And end up dead in Vietnam”

Rozpoczynam pracę nad płytą “Stoned Gypsy Wanderer”. Na Pradze, z gitarą Kaczmarskiego, wykorzystaną do nagrania “Poznan Delta”, ogrywam sobie prosty akompaniament do “Bergera”. Mam tekst. Wiem już, że “Berger” otworzy płytę. Wiem, że wprowadzi słuchacza w koncept, bo będzie to swoisty nielinearny koncept album, i że będzie zupełnie innym otwarciem niż “Second Hand Man” w 2011 roku. Wiem, jakiego brzmienia szukam. Szum morza. Głośne fale. Głos Bokonona ze szczytu Golgoty. Gitara sprowadzona do roli grzechotki, ale z wykorzystaniem Gibsona SG. Tekst napisałem po obejrzeniu “Hair” Formana po raz ósmy, akurat tyle razy trzeba było, aby pokochać “crazy ways, daughter.” Koncepcyjnie “Bergera” zainspirował bill bissett i dorobek grupy The Fugs.

Buy CD-R: http://kendrasteinereditions.wordpress.com/2014/10/17/new-album-from-a-j-kaufmann-stoned-gypsy-wanderer-kse-289/
Buy Digital: http://ajkaufmann.bandcamp.com/album/stoned-gypsy-wanderer

7 lipca 2014. OKŁADKA.

Justin Jackley, niezwykle utalentowany malarz i grafik z Teksasu, odpowiada za szatę graficzną “Second Hand Mana”, a także okładki dwóch moich tomików: “Broke Nuptial Minds” i “From the Banks of River Spree”. Poprosiłem go również o wykonanie okładki płyty “Stoned Gypsy Wanderer”. Poniżej znalezione w 2011 roku gdzieś w czeluściach internetu zdjęcie, i oryginalna grafika Justina zainspirowana fotografią. Nagrania ruszają w sierpniu.
C19 rural couple
tester2

7 lipca 2014. GYPSY W WYWIADACH.

Oczywiście, już nieaktualne… płyta powstanie w Amaranth House, i zdecydowanie nie ukazała się w 2013 roku.

“Nagrywam właśnie drugą płytę i na jej potrzeby nazywam swoją muzykę tropical space folk w sosie electro.”

“Z Andrzejem Mikołajczakiem w jego Studiu A.Mix nagrywam właśnie swój drugi album – Stoned Gypsy Wanderer i na tym koncentruję całą swoją energię. Album powinien ukazać się w przyszłym roku.”

(Źródło: Portal Kultura Poznan PL)

Tu się akurat mało zmieniło:

“Ze swojej kreacji nie jestem w 100% zadowolony, więc na potrzeby drugiego albumu tworzę postać Stoned Gypsy Wanderer, czyli cygańskiego wędrowca pozostającego pod wpływem zakazanych substancji, nawiedzonego poety, szukającego wewnętrznej kobiety i bardzo lubiącego lata 80.”

“W każdym razie Stoned Gypsy Wanderer będzie lepszą kreacją, dojrzalszą, może nie tak luźną i prawdziwą, ale postaram się podać tym razem coś więcej niż czysty pop.”

(Źródło: Wywiad dla magazynu Outro, 2013)

8 lipca 2014. OPERATION.

“Luminous pope slays the children
Surgeon of unshaped minds
Last heartbeat of little children
His holiness finishes the crime”

“Operation” to najstarszy kawałek włączony w repertuar “Gypsy”. Riff sięga korzeniami do roku 2002, kiedy to z Matim graliśmy w górczyńskim bloku na sprzęcie wątpliwej jakości rejestrując swe popisy na kasetach magnetofonowych. Odkopałem niedawno jedną z takich kaset i po natknięciu się na ten motyw stwierdziłem, że miło przełamie konwencję. Tekstowo zabawna krytyka Watykanu z perspektywy poznańskiego gówniarza zafascynowanego też literaturą science-fiction. Tytuł to oczywiście nawiązanie do wybitnej płyty Birth Control, a muzycznie, patrząc na to z perspektywy roku 2014 jest to wyraźne nawiązanie do Killing Joke, którego to zespołu kasetę kupił mi mój dziadek bodajże na 11 urodziny. “Operation” nie będzie ostatnim z górczyńskich numerów, do których wrócę, nie tylko na “Gypsy”.

9 lipca 2014. CROWN OF THINGS.

“Crown of things, why do your children weep
Crown of things, what riches can they keep
Returning from the crippled soil that offers dust for earthly toil
And death”

Moebius & Plank – Rastakraut Pasta – genialna płyta, która zainspirowała nagraną już w 2013 roku partię vocodera wokół której buduje się utwór – konkretnym katalizatorem twórczym był kawałek “Miss Cacadou”. Chciałbym zawrzeć tu oprócz tego delikatnego nawiązania fascynację prymitywną elektroniką, ale także muzyką Eloy, Hawkwind czy The Doors. W zasadzie, gdyby był to akustyczny blues, nie brzmiałby pewnie wiele gorzej. Korona Rzeczy przyświeca mi od 10 czerwca bieżącego roku.

10 lipca 2014. CUT-UP OF A CUT-UP.

Jeden z 12 notatników, w tym akurat wygrzebałem rękopis “Verses for You”, której to piosenki surowa wersja znajduje się na “Fairyport Convent”. Idąc za głosem Dylana, nie ma lepszego sukcesu niż porażka, więc miło od czasu do czasu poprzypominać sobie porażki – a choćby takie, że tekst “Verses for You” czytany jest w Bułgarii, bo został na ten język przetłumaczony. Jestem bardzo ciekaw, co myślą tamtejsi miłośnicy poezji na jego temat, i w jakim kontekście go odczytują. Dla mnie kontekst jest oczywisty, dla moich przyjaciół ze Stanów również, ale w Bułgarii? Co ludzie pomyślą? Wracam do kiczowatych obrazów i białoburych ścian pisać, przepisywać, kreślić i ciąć.

11 lipca 2014. STILL WITHIN.

Jedna z moich amerykańskich przyjaciółek stwierdziła, że chciałaby aby fragmenty tego tekstu znalazły się na jej nagrobku. Jeśli faktycznie jest na tyle dobry, by wyryć go w granicie… a potem odświeżać… i znowu odświeżać. Cóż, może i jest, w końcu odświeżyłem go sam po 9 latach, i to nie bez kosztów. Muzycznie będzie to Rimbaudowsko/Basquiatowy pejzaż szaleństwa, jeśli tylko uda mi się zrealizować pierwotną wizję przy jednoczesnym poszanowaniu uszu ewentualnych słuchaczy. Marzy mi się tu wyjątkowo chaotyczne, agresywne, ale wciąż folkowe brzmienie – kiepski ze mnie reżyser dźwięku, więc nie łapcie mnie za słowa. Zostawiam Was z pierwszą zwrotką.

“Well I mixed my blood with wine
To rejoice to prophet’s maze
And we danced on knives and fire
Till we got out of this place
And the mess was getting clearer
And the jury soon stood in
Said c’mon we’re not joking
We will keep you still within”

12 lipca 2014. NAJLEPSZY FOTOGRAF.

Dzisiaj robiliśmy niskobudżetowe zdjęcia.

13 lipca 2014. WHISPERING EGYPT.

“Wake up now o children
Of the voices never seen
Witness what’s to become
Of the queen’s perversity”

“Whispering Egypt” został napisany jesienią 2006 roku, razem z “Patricią” i podobnymi utworami. Mitologia Egipska musiała mnie wtedy bardzo fascynować, w końcu powstało też wtedy “Veil of Isis”, o którym później, bo na “Gypsy” się pojawi. Na pewno znajdę gdzieś krótszy tekst swojego autorstwa, co nie zmienia faktu, że to jeden z najkrótszych a jednocześnie “pustych” przejawów wesołej twórczości. W zasadzie może być o wszystkim – o skarabeuszach, piramidach, pasie Oriona, pustyni, seksie z Izydą, randce z Ozyrysem, czy nawet o spotkaniu na samym szczycie z… Ramasesem. Bo mam i bardzo lubię tą płytę, tu w zestawie z moogowym arcydziełem, “Affenstunde”. Współczynnik przyswajalności dobrej muzyki rośnie wraz ze wrostem poczucia humoru. “Gypsy” nie będzie płytą dla nadętych ekspertów i sztywniaków – tyle mogę obiecać.

14 lipca 2014. AMARANTH BLUES.

“See the laughing pilgrim
See the fluttering hand
Leading armies to power
Leading power to grave
Taking all that is worthy
To a level so high
That even amaranths die”

Napisany zimą 2006 roku “Amaranth Blues”, stał się jedną z moich flagowych piosenek – jej pech polega na tym, że nie została nigdy nagrana tak, jak powinna być – i pewnie nie będzie, bo to jedna z tych. W każdym razie została nagrana kanapowo na potrzeby, jak się okazało po czterech latach, płytki “Gypsy Caravan Rollin”, którą polecam. A to właśnie “Amaranth Blues” w tej pierwszej, bardzo surowej wersji. Minęły 4, zaraz, 5 lat od tego nagrania, więc kolejne, tegoroczne, nie będzie z pewnością powtórką z rozrywki.

15 lipca 2014. NA TALERZU.

Co w tej chwili gra u pana Kaufmanna? Arabesque MELANIE, All Alone in the End Zone JAY FERGUSON, Sheep Farming in Barnet TOYAH i Essence to Essence DONOVAN. Jeśli chodzi o pana Fergusona, to “Snakes on the Run”, “Madam Doktor” i “Medicated Goo” (ostatni numer oczywiście z repertuaru Traffic) nie wychodzą mi z głowy, a jeśli chodzi o pana Donovana, “Divine Daze of Deathless Delight” jest tak cudowną perełką, że nie chce mi się wierzyć, że odkryłem ją dla siebie dopiero w tym roku. Wstyd.

16 lipca 2014. WINE OF RAPE.

“Without a balsam for your body
Without a straight bright path she found you to your soul
Without a lip of basic truths
The wine of rape cries out control”

Pierwszą wersję tekstu “Wine of Rape” napisałem na odwyku, w 2010 roku. Kiedy już z niego wróciłem, zapomniałem zupełnie o notatkach – a uzbierał się dość gruby zeszyt formatu A4. Pewnego dnia, 2 lata temu, zabrałem się za porządkowanie archiwów, i z zeszytu wypadła luźna kartka, właśnie z odręcznie nabazgranym “Winem”. Rzadko podoba mi się to, co sam napiszę, bo nie mam skłonności samozachwytniczych, ale byłem z siebie dumny – w takich okolicznościach przyrody napisać coś na swoim normalnym poziomie – no, no, no! Pochwyciłem za Fendera, i zacząłem coś tam brzdękać, aż ubrzdękałem akompaniament i jakoś tam dopasowałem tekst do wijącej się luźno melodii. Napisanie “Wine of Rape” zawdzięczam lekturze “Księgi Tęsknoty” Leonarda Cohena. Kiedy Twoje życie dobrze płonie, poezja jest tylko popiołem.

17 lipca 2014. POD ZAKAZANYM ANIOŁEM.

Ramona zastaje w domu nieprzytomną Palomę. Są przy niej trujące zioła. Damian ponownie rezygnuje z opuszczenia hacjendy. Sabrina pakuje się w tajemnicy, szykując się do ucieczki z Paolem. Adam zażywa resztę trujących ziół, zakłada purpurowe bokserki na głowę i wraz z Palomą odpływa na żelaznej chmurze dewastacji do krainy wiecznych przebiśniegów. Koniec.

18 lipca 2014. STONED GYPSY WANDERER.

“Stoned Gypsy Wanderer, you’re too young to teach me boy
I’m not trying to teach you sir, I’m just trying to fix your soul
Stoned Gypsy Wanderer, you think my soul needs to be fixed?
I admit I put it wrong sir, you just need to have one first”

Tekst napisany w grudniu 2006 roku, muzyka dopracowywana przez kolejne parę lat, jednak nie w trybie ciągłym – duże przerwy, mniejsze przerwy, tu minuta, tam piętnaście, a w zasadzie w tym roku i tak powróciłem do pierwszego, najprostszego pomysłu na ten numer. Mój Przyjaciel słyszał demo, i stwierdził, że bardzo przypomina mu “Deep in Sun” Sauer Adler – możliwe, ten sam autor, a skojarzenie bardzo fajne, zważywszy na to, że z “Deep in Sun” jestem bardzo zadowolony.
Na koniec jeszcze odrzut z tekstu tytułowego numeru nowej płyty.

“Stoned Gypsy Wanderer, what are things you value most?
Well I like the Mardi Gras and I’d f*ck the Spanish Coast”

19 lipca 2014. OTWIERACZE.

Lektura klasyków psychedelii, część pierwsza. Roky Erickson. Openers. Pierwsze wydanie, rok 1972. 1000 egzemplarzy. Ale to wszystko nieważne, ważne, że te wiersze wyniesione podobno z zakładu psychiatrycznego (historia Roky’ego nie należy do najradośniejszych), zgodnie z tytułem otwierają, nie tylko oczy, i przepełnione są psyche właśnie – duszą. Cytując “Devotional Number One”: “Jesus is not a hallucinagenic mushroom”. No właśnie.

20 lipca 2014. VEIL OF ISIS.

“Trust not in Fate
It is you who decides
So just be the tune
Never mind the guitar
It is always at hand when someone needs it here”

“Welon Izydy” napisany został wiosną 2006 roku, i w zasadzie od tamtej pory nie zmieniło się w tej piosence nic, może jedynie do kilograma naiwnej radości tworzenia dodano gram czy dwa dojrzałości i doświadczenia. W tamtym czasie słuchałem bardzo dużo Boba Dylana i Lou Reeda, choć prawdę powiedziawszy po dwie, trzy płyty każdego z tych artystów – i tak, “Blonde on Blonde”, “Blood on the Tracks” i “Desire” pierwszego, a drugiego “Transformer” i “Berlin”. Jak widać, nie miałem wtedy zbyt rozwiniętego zmysłu poszukiwania rzadkich kaset z byłego NRD, interesowałem się bardziej klasyką muzyki folkowej, rozrywkowej, czy jakiejkolwiek innej. Nie wiem, jaki wpływ te inspiracje miały na “Veil of Isis”, ale postanowiłem o nich wspomnieć z braku ciekawszych rzeczy do powiedzenia. Amen.

21 lipca 2014. PATRICIA, CZYLI JAK NIE ZNALAZŁAM SIĘ NA PŁYCIE.

“Lubicie kojoty?” Szczerze, ile można nagrywać to samo, w kółko, tak, czy inaczej, może znudziłem się tekstem, może zrozumiałem, że pojęcie “lepiej” nie istnieje w muzyce, a nagrywałem to samo na nowo licząc naiwnie na to, że “lepiej” jednak będzie. W tej chwili “Patricia” ma 8 lat, jest już dużą dziewczynką. Nie zmienia to faktu, że wciąż oparta jest o dwa akordy, D dur i A moll. W tej chwili istnieją dwie wersje tej piosenki, a każda lepsza od poprzedniej, jedna znajduje się, zgodnie z podtytułem bohaterki tego wpisu, na albumie “Gypsy Caravan Rollin”, a druga, troszkę inna, na “Poznan Delta”. To już 10 minut muzyki. “Patricia” miała znaleźć się na “Gypsy”, ale perspektywa nagrywania kolejnych pięciu minut tej samej piosenki doprowadza mnie do szału, więc tutaj saga 8 letniej dziewczynki się kończy, i zostaje wyrzucona z domu, bo była niegrzeczna. Koniec.

22 lipca 2014. C.O.K.E.

“Step inside my hollow world
In which we won’t need any words
There is nothing more I need
Lady Coke freezes me”

Pisałem wcześniej, że “Operation” nie będzie ostatnim z górczyńskich numerów, do których wrócę – jest więc kolejny. Oczywiście, w 2002 i 2003 roku nie było nas stać na śnieg, zresztą nie byliśmy na tyle stuknięci, żeby ćpać cokolwiek, woleliśmy gitary, ale że nasi idole, Black Sabbath, mieli “Snowblind”, to Mati rzucił kiedyś, “Weź napisz coś o kokainie”, a że nie trzeba mi dwa razy powtarzać komendy “napisz”, to napisałem. “C.O.K.E.” jest u podstaw ogniskową balladą, o tytule-skrótowcu z kropkami zainspirowanym grupą Grobschnitt, kiedy to jeszcze nie miałem żadnej płyty tego zespołu, a czytałem o nim w internecie. Potrafiliśmy rzępolić w bloku godzinami, przez całe wakacje, a ja czytałem o wszystkim, o czym tylko mogłem, ale przeważnie o rozmaitych kapelach z Niemiec, czy o Hawkwind i pisałem teksty godzinami. Szalone czasy, ale opłaciło się.

23 lipca 2014. LUDDYSTA W ŚWIECIE (NIEKONIECZNIE) HI-TECH.

Tu jakiś ring modulator, tu vocoder, tu auto-tune, tu kompresor, tam kolejny, tu taki efekt gitarowy, tu inny, ale spokojnie, nie gubię się jeszcze, a “Berger” jest prawie gotowy. Gitary i wokale nagrane, pora na ustalenie wymarzonego brzmienia. Czuję się jak luddysta w tym całym hi-technologicznym interfejsie chromowanej przyszłości, w której zapewne niedługo za pomocą odpowiedniego złącza USB będę uprawiał seks z maszyną, która rejestruje moje piosenki. A pomyśleć, że na początku był jeden mikrofon komputerowy Labtec, no, z przerwą na studio Andrzeja. Seks z czymś, co znajduje się w tak pięknej afro-amerykańskiej obudowie? Marzenie każdego luddysty. O, i jeszcze boko-maru.

“The World is in a hopeless state
it’s up sh*t creek it`s far too late
to change the path it`s pointed on
to ultimate destruct-i-on
It’s your own fault so f*ck you all
for being so illogical”

(Robert Calvert)

24 lipca 2014. IN A BLUE AND VIOLET MORNING.

“Crave to hear the light shine
Crave to see the wave of sound
Crave to touch your naked hand
Crave to run through the land of the dead”

To za sprawą tego numeru w jednej z wypowiedzi publicznych dotyczących “Gypsy” pojawiło się określenie “tropical space folk w sosie electro”. A przynajmniej w założeniu, bo tego brzmienia nigdy nie udało mi się, i na “Gypsy” przynajmniej nie uda osiągnąć, a to z tej przyczyny, że na razie realizacyjnie jestem za krótki, a moje doświadczenie opiewa na zatrważającą sumę jednej płyty studyjnej, przy której nie pokręciłem nawet jedną gałką. Kawałek napisany w roku 2006 tuż po przebudzeniu, na podstawie wyjątkowo psychedelicznego snu, w którym główną rolę grała moja ówczesna fascynacja, dla której, żeby było śmiesznej, napisałem chyba z połowę “Gypsy”. Nastały jednak kolejne, bardziej fascynujące poranki, minęły lata, a ja zastanawiam się, czy w tym przypadku nie użyć dema, żeby zachować sobie chociaż jakąś pamiątkę dawnych szalonych dni. Tak naprawdę, mimo braku odniesień w warstwie tekstowej, to od napisania “Morning” moją obsesją stało się poszukiwanie wewnętrznej kobiety, jeden z motywów przewodnich przygotowywanej płyty. Obiecuję rozpisać się o nielinearnym koncept albumie, o tym, że to w zasadzie popowa płyta cut-up, a jednocześnie manifest DIY, a także o wszystkim, kiedy tylko skończę z tracklistą.

25 lipca 2014. TA WOLNOŚĆ! TA WOLNOŚĆ OD WOLNOŚCI!

Filozofia nagrywania “Gypsy” jest prosta – maksymalnie 3 take, w miarę możliwości 1, i na razie udaje się w jednym, z paroma wyjątkami, zrobić wszystko, nigdy nie przekraczając magicznej liczby 3. Uchwycenie chwili, to szaleństwo, kiedy zdajesz sobie sprawę, że o godzinie 14:03 zaśpiewasz inaczej niż o 14:13, za którym razem lepiej? Kto ma decydować? Może po prostu czas? Może teraz, już, i nie wracać niepotrzebnie, nie robić poprawek, nie robić nic ponad konieczność, jak to napisałem w jednym wierszu 6 lat temu, uwolnić się od wszelkiej wolności. Po 6 latach udało mi się uwolnić od koncepcji “wolności”. Podług niektórych, dalej nie ma już nic. A to ciekawe, bo zaczynam dopiero szukać.

26 lipca 2014. THIS IS NOT NEW YORK.

“We were trapped in our skin and bone
In our fathers’ trails of blood
What’s to do, what’s to do, my love
Our doorbells decide for us”

Jak część z Was wie, od czasu do czasu pomieszkuję sobie w Poznaniu. I pewnego dnia chciałem pójść sobie na jam. No i poszedłem, i się zdziwiłem. Spodziewałem się Berlińsko/Nowojorskiego chaosu twórczego w duchu no-wave, poszukiwań gdzie free jazz spotyka się z punk rockiem, a cały ten tygiel brzmi plemiennymi bębnami, saksofonami, atonalnymi gitarami, wrzaskami, itd itp, wiecie o co chodzi, no, ok, może bez szaleństw – jak wczesne Einsturzende, albo inna kapela poszukująca. Ale niestety, tu nie ma takich jamów, wszystko krępuje forma, mniej lub bardziej luźna, ale forma. I nie ma tu dla mnie rozrywek. This is not New York, my friend…

27 lipca 2014. UPUST RADOSNEGO HAŁASU.

Piosenki nudzą, szczególnie jeśli pisze się je od dziecka. No, to dzięki Przyjacielowi, który moje studyjko nieco uposażył, bawię się troszkę dźwiękiem. W zasadzie pozwalam sobie w ramach tego projektu na wszystko. Zapraszam, na pewno będzie więcej.

28 lipca 2014. ICEBERG.

“Red dress horizon
Gypsy jewels shining
Triple sunset glowing
Quicksand running
Trying to catch your presence
Climb the crescent high
Bent beside your lake
Where loneliness resides”

Istnieje oczywiście inna piosenka, czy raczej kompozycja, o tym tytule, a wykonuje ją nieco chyba zapomniane Rare Bird. O ile tam jednak chodzi o psy husky i Eskimosów, o tyle tutaj o kobietę lodowiec, nie kobietę lodówkę, co byłoby korzystniejsze dla chłopa spragnionego zimnych napojów. “Iceberg” funkcjonowało jako wiersz przez parę lat, później jako surowe demo, aż w końcu ukaże się na “Gypsy”, a jak zabrzmi, to się dopiero okaże. Horyzont z czerwonej sukienki brzmi zachęcająco, ale za nim znajduje się już tylko wspomniana lodówka, tfu, lodowiec.

29 lipca 2014. JAK STUDENT – SESJE I SESJE.

“Still Within” i “This is Not New York” są już dostępne online, a na moim profilu reverbnation można je nawet zakupić. Na chwilę obecną, to najlepsze wersje tych kawałków, jakie jestem w stanie zaserwować, i jestem z nich dumny, szczególnie z tekstów, które nie tylko moim zdaniem biją te z “Second Hand Mana” na głowę. Mogę zdradzić, że “Gypsy” będzie składało się z następujących sesji:
1) najświeższe sesje akustyczne + “Operation” – lipiec 2014, 6 nagrań.
2) różne sesje elektroniczne 2013, 3 nagrania.
3) sesje akustyczne “slavia nova” lipiec 2013, 2 nagrania, w tym tytułowe.
4) domowa sesja demo – 1 nagranie – “Wine of Rape”
5) oryginalne sesje studyjne “gypsy demo” 2011 – 2 nagrania
Jak widzicie, same sesje, jak u studenta, chyba Burroughs powiedział kiedyś “jestem studentem dusz i miast”. Dziś trafia to do mnie bardziej, niż kiedykolwiek.

30 lipca 2014. BROWN SABBATH.

Nie jest tajemnicą, że przede wszystkim jestem długoletnim fanem Black Sabbath. Doczekałem się wspaniałej płyty. Polecam!

31 lipca 2014. SLAVIA NOVA.

“I take her to my garden where everything is new
She shows me landing spaceships, I recognize the crew
The ones who came before us returned to take us home
Back to the primal garden where human seed has grown”

“Slavia Nova” z improwizowanym tekstem, w gruncie rzeczy prosta piosenka miłosna, jedyna taka na “Stoned Gypsy Wanderer”, dlatego też znajdzie się na samym końcu płyty. “Second Hand Man” kończył się na “Curtain Song”, które, moim zdaniem, wyróżniało się na tle pozostałych numerów, atmosferą i tekstem, więc postanowiłem powtórzyć zabieg i zakończyć “Gypsy” tą akustyczną drobnostką. Slavia Nova, z prostego imienia, rozwinęło się w dość rozbudowany koncept, którego jednak jedynym na razie namacalnym rezultatem jest ta piosenka i wiersz umieszczony poniżej. Mam nadzieję, że i wiersz, i piosenka, spodoba się odbiorcom.

“…And So the Futures Toll”

2013/11/27

Space wigwams
orbit
the white wall
city; mankind’s dream
stripped of men
mankind’s fate
pale in fate’s eyes – eyes of the sandy
girl, iron lids falling
shutters on the Indian light
of tomorrow; child’s visions
old man’s hopes
exact copies of brainwaves
carved in white cool stone
in the red sun
anonymous; lines of first dawn
as remembered through holy books’
pages… fatal warning
of the atom age
atom warning of the space age
space warning of
the stone age – one that’s yet to come
…and in the crystals of stagnation
wizards sleep; astronauts of fire
helmets emblemed
w/ slaughter
they came first
to new land’s shores
all new lands
were treated
equal – old blood brothers, the teachers
were forced to learn from the
new breed; alphabets changed
idols altered; crosses of cosmos mistaken for wood
and golden calves of their writings
floods, whose writings, these writings
all writings, dreams and visions
thieves’ visions
converts’ dreams, chains and fires whispering
tales of the voyager
golden plate chorus
of our era
era:
the blinding mold
of life’s oven; oh why do you see death here – death
fog white fog black
fog
our fog:
helmets of the coma warriors
veiled in pyramid snow
touching the restless lids
of a lady, I will name here first;
Slavia spreads the day fan, Slavia
names nothing
garden exists forever… underwater beings
chant for siren princess…forever
the futures toll.

1 sierpnia 2014. ZBUDOWAŁEM SWOJE MIASTO NA ROCK’N’ROLLU.

Trzy numery z “Gypsy” hulają już po internecie, więc na własne uszy możecie przekonać się, jaki jest mój, nie zewnętrznego producenta, pomysł na muzykę, i co chciałbym słyszeć częściej w rozmaitych kręgach “alternatywnych”, czy “niszowych”. Możecie też przekonać się, że straciłem ostatecznie wiarę w instytucję studia nagraniowego, i odrzuciłem ją jako relikt minionych czasów, zwłaszcza przy podejściu niektórych realizatorów. Odsłuchałem już cały materiał, i jestem zadowolony z niego w 100%, zawiera w sobie wszystko to, co moje życie obejmowało przez okres 3 lat, które minęły od czasu “Second Hand Mana”, więc jest chyba najpiękniejszą ofertą jaką, jako twórca, mogę złożyć odbiorcy. Słucham sobie Psychic TV i Butthole Surfers, i, jak zwykle, kupuję cudowne płyty winylowe. Tutaj wyprowadzam kilka na spacer.
20140802218edsm

2 sierpnia 2014. POZA PŁYTĄ.

Na płytę nie weszły następujące piosenki:
Patricia (odrzucone, ostatnie nagranie – “Poznan Delta”)
Hippie (nagrane, nie pasujące do konceptu)
Goodbye to Language (jak wyżej)
Without My Hat (jak wyżej) – prawie, ale ostatecznie zdecydowałem się jednak na pierwotny koncept – włączenie “Wine of Rape”.
Te, które są dość zadowalające, i przetrwają próbę czasu, ukażą się w późniejszym czasie właśnie.

3 sierpnia 2014. PŁYTY, BEZ KTÓRYCH NIE BYŁO BY “GYPSY”.

No może nie “nie byłoby by”, ale przysłużyły się inspiracji autora, lub były często słuchane.

W przypadkowej kolejności:
The Deep – Psychedelic Moods
David Bowie – The Man Who Sold the World
The Fugs – 1st Album
Bill Bissett – Awake in the Red Desert
Butthole Surfers – Electriclarryland
Hawkwind – Doremi Fasol Latido
Androids of Mu – Blood Robots
Donovan – Mellow Yellow
The Velvet Underground – White Light/White Heat
David Peel & The Lower East Side – Have a Marijuana
Moebius & Plank – Rastakraut Pasta
Wolf Wohlstand – Violetter Dschungel

4 sierpnia 2014. TRIBAL SUNRISE WORLD.

“Ze swojej kreacji nie jestem w 100% zadowolony, więc na potrzeby drugiego albumu tworzę postać Stoned Gypsy Wanderer, czyli cygańskiego wędrowca pozostającego pod wpływem zakazanych substancji, nawiedzonego poety, szukającego wewnętrznej kobiety i bardzo lubiącego lata 80.” (z przytaczanego już fragmentu z Outro, 2013)

Jakkolwiek to dziwnie nie zabrzmi, zdałem sobie sprawę, że ja JESTEM tą postacią. Cygan to stan ducha, reszta się zgadza, no, może jeszcze lata 60 i 70. Nie próbujcie tego w domu. Na osłodę, pierwsza rzecz nagrana w moim berlińskim mieszkaniu.

“Look at the city, it’s evolving into parks
Look at my hand, it’s the sun I hold
Look at my hair, it’s wrapped around the stars
Look at my feet, they’re melting snow”

5 sierpnia 2014. I TAK TO ZAWSZE JEST.

Na książkę Williama S. Burroughsa, “Nagi Lunch”, trafiłem w drugiej klasie liceum. Zafascynowała mnie na tyle, że na własną rękę zacząłem studiować, na ile były dostępne, kolejne pisarskie wyczyny Billa, a później także filozofię, która stała za autorem i wiersze. Już w 2005 roku napisałem dwie piosenki nawiązujące tekstowo do dorobku Williama, a z czasem, kiedy zacząłem pisać pierwsze poważne wiersze, także i one nosiły piętno Burroughsa, choć był to jedynie fundament, ponieważ nigdy pisząc nie kopiowałem nikogo. Burroughs doprowadził mnie 2 lata temu do dorobku billa bissetta, a wcześniej do muzyki The Fugs, filmu Chappaqua i wielu innych interesujących doświadczeń. Kiedy robiłem “Second Hand Mana”, byłem zbyt zielony, żeby poszaleć, więc zdałem się na starszego kolegę, który robił za producenta, realizatora i muzyka sesyjnego, także przekonanie go to włączenia przesterowanej gitary skończyło się na jednej melodyjce w “White Lady”, której, o ironio, mówione interludium, zawiera odniesienia do Burroughsa. Jednak w tym roku uznałem, że wiecznie będę “zbyt zielony”, jeśli nie zrobię wreszcie płyty sam. Odważyłem się, i postawiłem na chowany długo w szufladzie pomysł nielinearnego folkowo-psychedelicznego albumu cut-up. Podejrzewam, że trudno będzie go zrozumieć ogółowi, ale też nie dla ogółu był nagrywany, a ciężką pracę włożoną w jego powstanie docenią tylko Ci, którzy przy tym byli, lub wiedzą jak ciężko potrafię pracować. I tak to zawsze jest.

6 sierpnia 2014. ANDELE!

I tak kończy się miesiąc ze “Stoned Gypsy Wanderer”. W tym coraz dziwniejszym świecie coraz trudniej “robić swoje”, lub choćby “przeżyć” z dnia na dzień, a sztuka została sprowadzona do roli takiego samego produktu jak bułka czy tablet, z tym, że te dwie ostatnie rzeczy są bardziej potrzebne – ludzie już tylko konsumują, a nawet jeśli coś tworzą, to po to, by zostało to skonsumowane, nie dla idei czy wartości – bo i jaką można znaleźć na dnie supermarketowego koszyka? W telewizji dożynkowe show z udziałem “gwiazd”, które tańczą, przebierają się i wyginają dostarcza rozrywki kanapowym powolniakom, a “dinozaury” koncertują za grube pieniądze wciąż myśląc, że mają po 20 lat, wyglądając komicznie i brzmiąc jak małomiasteczkowa kalka stadionowego rocka z lat 90tych, protestując przeciwko koncertowi Dylana, czy o cokolwiek chodziło w tym zamieszaniu. Aha, “młodzi” mają “szansę” w kolejnych kupionych ze Stanów formatach, z których nie wynika realnie nic poza paroma minutami “szkła”, i sławie i chwale w sznaucerku. I tyle na ten temat. Bo na szczęście jest jeszcze sporo dobrej muzyki, jeśli tylko wyłączy się telewizor i zacznie szukać, na początek choćby w swoim lokalnym sklepie. I dopóki ludzie tacy jak Ty, czy ja będą “robić swoje” z pełną świadomością, że nawet “gratulacje” nie usłyszą, świat będzie mniej dziwny, a bardziej psychedeliczny – przepełniony duszą. Andele!