“Stoned Gypsy Wanderer” in the eyes of others (2014)

cover“From the first multi-layered seconds of the opener (which sounds like Robyn Hitchcock on steroids sitting in with Country Joe and the Fish if they’d been doing DIY recordings in 2014), we’ve got a first-rate collection of 14 new and diverse psychedelic anthems…..all with interesting chord progressions and the kind of lyrics worthy of a poet….some have a trippy singer-songwriter vibe a la Dino Valenti or John Wonderling….others offer kaleidoscopic swirling ships of sound in the “Scream Thy Last Scream” vein…and post-60s influences such as Scary Monsters-era Bowie or the Psychedelic Furs are swirled into the mix…along with the DIY genius of someone like Bobb Trimble. ”
(Kendra Steiner Editions, USA)

“Several of the album’s 14 songs have a vocals and acoustic guitar driven acid-minstrel quality that reminds me of the Bevis Frond, though like Nik Saloman, A.J. has his own sound. Representative tunes include Amaranth Blues and the title track, plus the majestic C.O.K.E., with its screaming guitar, and I love the trippy, mind-bending effects that augment This is Not New York and Slavia Nova. There’s lot of variety too. I love the jangly yet endearingly dissonant Folk-Psych of Berger. Crown Of Things is a darkly Gothic, droning Acid-Pop song with lysergic guitar lines that weave a snake-like trail amongst the catchy melody. Wine Of Rape is a hauntingly seductive slab of Psychedelic Prog-Pop, with organ, piano and orchestration. There are also songs with a high energy rocking feel, and even some that are whimsically fun. Still Within gushes with spirited Psych infused Folk Rock and ripping electric guitar fills. A.J. goes totally trippy on the equally energetic Whispering Egypt, with its wildly wah’d freak guitar, haunting organ and spaced out mesmerizing vibe. I like the lively, Celtic tinged Veil Of Isis and the bouncy In a Blue and Violet Morning. Iceberg has a stoned, trippy, carnival-like rhythmic pulse, horn section, and jabbing keyboard notes. And Operation is the most different track of the set, having a quirky New Wav-ish rocking feel that reminded me of an early 80s Bill Nelson song. Stoned Gypsy Wanderer is a captivating set of songs which mine the Psychedelic, Folk and Prog realms and are then stamped with A.J.’s own personal touch.”
(Aural Innovations, USA)

“This new album by AJ Kaufmann is stunning….it’s got many different styles, all equally well handled… it compares to the best things Julian Cope has done.”
(Brad Kohler, USA)

“Fourteen delicious songs from Poland: DIY and homely, urgent but not repelling, in a multicolored solitude, full of bizarre suggestions, including electric and acoustic guitars, basses, synths, toys, programming and voice, thinking of an urgent solitaire in mood of Warhol’s Factory – think of Dylan, think of Barrett, shake your “Screamadelica” shakers. The ensemble sounds like a solar and not too brutal Julian Cope, on a Sunday domestic blow (some old sixties’ garage 45s playing in the background). Very fresh and pleasant.”
(Kathodik, Italy)

“STONED GYPSY WANDERER, unlike much of what labels itself “psychedelic” today, is NOT a revival work… it SOUNDS like a 2014 recording and is forward-thinking and forward-sounding, but it has all the independent spirit and originality and everything-but-the-kitchen-sink low-budget raw production and fully-formed-style-from-seemingly-out-of-nowhere that one finds in the best and the biggest-ticket private press psych masterpieces. ”
(Kendra Steiner Editions, USA)

“The lyrics are mystical beyond belief, the performance ranks with the best late-sixties productions one could have found on Warners, and Kaufmann himself is a world class talent who recalls a whole buncha past while presenting it in the here and now. And the best thing about it is it hardly if ever gets twee!”
(Blog to Comm, USA)

“Witajcie w artystycznym świecie Adama Jana Kaufmana. Przestrzeń, w którą właśnie wnikacie, pozbawiona jest sztuczności czy wyrachowania. Tutaj jest tylko to, co dla Adama liczy się najbardziej – sztuka.
Mam przyjemność pochylić się nad kolejną (według oficjalnej dyskografii drugą, według mniej oficjalnej – jak sam Adam powiedział – chyba czternastą) płytą poznańskiego barda, wydaną przez amerykańską niezależną wytwórnię Kedra Stainer Editions z teksańskiego San Antonio. I właśnie przymiotnik niezależny będzie naszym przewodnikiem podczas tego niedługiego tekstu.
Adam jest artystą na wskroś niezależnym. Właśnie ta niezależność pozwala mu konsekwentnie kroczyć drogami niczym nie skrępowanych wizji i iluminacji. Zarówno podczas wydawania kolejnych tomików poezji (tak, tak – wiersze Adama to temat na inny artykuł), jak i podczas muzycznych kreacji.
Naturalnym środowiskiem niezależności jest lo-fi. AJK wszystko, co robi, robi sam. Powiedział mi o tym:
Używam jak najmniej i jak najtańszego sprzętu. Jeden mikrofon, linia, słuchawki z marketu. To też dla mnie filozofia uchwycenia chwili w brzmieniu – bardziej niż na uchwyceniu definitywnej wersji kompozycji i wydobycia piękna dźwięku skupiam się na zarejestrowaniu chwili i jej dziwności.
Ale niech nie martwi się ten, kto wyczulony jest na „właściwą jakość dzieła”. Odpalając „Stoned Gypsy Wanderer” słychać po prostu wyjadacza – oryginalnego wokalistę i gitarzystę, świetnie posługującego się angielskim (cała płyta nagrana jest w tym języku), świadomego i „osadzonego” w tradycji muzycznej. Pomiędzy kolejnymi trackami krząta się młody Dylan, buńczuczny Bowie czy wynurzający się z oparów bohemy Lou Reed. Jest trochę garażu, krautrockowej poświaty i songwriterskiego „flow”.
Ta płyta ma jeszcze jedną ważną cechę (a jest to cecha płyt dobrych): za każdym razem smakuje wyborniej. O ile na początku onieśmielać może jej powierzchowna surowość, to im bliżej się z nią kolegujemy, tym robi się cieplej. Ogrzewają nas neony, palone późną nocą fajki przepijane mocną kawą oraz bary, do których drzwi znajdują tylko nieliczni. Ale za to jak już wejdą, ciężko ich wypędzić nawet siłą.
Mam kilka ulubionych fragmentów na tym albumie:
Drugi na płycie, dynamiczny i rockowy „Operation”. Stanowi kontrast dla bardzo surowego i dość mechanicznego jej otwarcia w postaci kawałka-intra „Berger”.
Przesycony melancholią „Amaranth Blues”.
„Stoned Gypsy Wanderer” ubarwiony przeciągniętą, dylanowską frazą.
Topiący się w psychodelicznych delayach „This is Not New York” – kawałek, który po prostu trzeba zaśpiewać w którejś z kawiarni Greenwich Village.
Kończący album, niepokojący zapis snu w postaci „Slavia Nova”. Myślę, że spokojnie przygarnąłby go Ivo Watts-Russell. Wystarczyło go nagrać w innym czasie i w innym mieście.”
(Psychosonda, Poland)